8 lip 2014

Torebkowy protest song


Postanowiłam dziś wybrać się 'na miasto' w poszukiwaniu torebki. Taki babski dzień, w którym miało się okazać jak to zakupy poprawiają kobietom nastrój. Wróciłam do domu zmęczona i zła jak osa. No i oczywiście bez torebki. 
Tak jak lubię modę i sama bawię się w różne projektowe wynalazki, które później wdrażam w życie, szyjąc niekiedy nawet niemal do rana, to to, co dziś doświadczyłam, to lekka przesada. 

Poszukując tej mojej już określonej w swoim wyglądzie torebki, nie sądziłam że nie będzie łatwo. Oczywiście toreb i torebek jest cała masa, tyle że uparcie w większości "do ręki", ewentualnie z dopinanym paskiem. No ale jak ja będę szła z raczej większą torebką zawieszaną na ramieniu na tym dopinanym pasku. Delikatnie mówiąc, torebkowy koszmar. 
Nie wiem kto to wymyślił torebki wielkości samochodowego bagażnika, które mamy nosić w rączce. Może i to dobre dla celebrytek, które lecąc na miasto nie są obwieszone dziećmi i zakupami. Dla mnie swoboda korzystania z rąk jest jednak bardzo istotna, co sprawiło, że do domu wróciłam z pustymi rączkami. A byłam gotowa wydać na nią całkiem sporą kasę (oczywiście w granicach rozsądku).
Tak więc bogatsza o nowe doświadczenie, z którego wynika nic innego jak to, że nie kupie tak łatwo torebki zgodnej z moimi standardami, postanowiłam sobie sama ją uszyć. A co mi tam.
Przewertowałam moją przepastną szafę i znalazłam czekający na swoją kolej kawałek grubej żakardowej tkaniny, oraz spory kawałek ciemnoniebieskiej dermy, a raczej jakieś imitacji skóry miłej w dotyku. Mając składniki podstawowe na nową torebkę, czym prędzej przystąpiłam do pracy. Pooglądała sobie jeszcze torebki na allegro.pl, ale tylko po to, żeby zorientować się w oczekiwanych proporcjach mojej przyszłej torebki. 
Poniżej pokażę etapy powstawania mojej kwiecistej torebki. Na dzień dzisiejszy etapy pracy zakończyłam na uszyciu samej torebki, bez uchwytów. Z racji późnej pory, jak i wielości koncepcji, postanowiłam przespać się z tym tematem, i jutro dokończyć dzieła. 

Oto żakard, który kupiłam już dość dawno temu, z myślą uszycia poduch do salonu, oraz ciemnoniebieska derma. Oba składowe zostały zakupione w sklepie typu second hand. 

Na potrzeby torebki przygotowałam dwa dość duże kawałki, oraz mały pasek dermy, którym obszyję dolną część torebki szytą z materiału.

Właśnie zabrałam się za naszywanie dermy na dolną część tkaniny.
 

Po odwróceniu dermy  i nałożeniu na część z żakardu przeszyłam dermę, aby ładnie układała się na tkaninie. Szyjąc zastosowałam stopkę do skór i dzianin, aby uniknąć naciągnięcia dermy podczas szycia.



W tym momencie mam już przygotowaną część przednią, oraz tylną. Dermę okleiłam usztywniaczem do tkanin, żeby nieco nadać jej sztywności (jak sama nazwa wskazuje). 

Zanim zszyłam obie części, część żakardową podszyłam popeliną, która w razie deszczu zachowa suchym wnętrze torebki. Przynajmniej taką mam nadzieję. Popelinę poddałam testowi wytrzymałości na mokro, no i dała radę. Zamierzam jeszcze kupić spray jaki widziałam w sklepie sportowym do uszczelniania przeszyć przy kurtkach, żeby były nieprzemakalne, i popryskać nim tkaninę od zewnątrz.

Po zszyciu ze sobą części przedniej z tylną oraz dołu torebki, przyszedł czas na nadanie jej szerokości, i stworzenie szerokiego dna torebki. Poniższe zdjęcia pokazują jak należy to robić, by zachować precyzję podczas szycia.  Oczywiście zanim przystąpiłam do odmierzania, wcześniej fastrygą przyszyłam dolny szew boku torebki z przylegającym do niego szwem dna torebki. Dzięki temu uzyskałam symetryczność obu boków powstałego trójkąta, jaki tworzymy aby nadać torebce szerokość. 

Kiedy już sobie wyrysujemy drogę przeszycia, to przeszywamy, a później odcinamy powstały trójkącik. 

Tak wygląda lewa strona torebki, po odcięciu powstałych po przeszyciu trójkątów.




Kolejnym etapem było usztywnienie dna torebki. Zastanawiałam się, czego użyć, i zdecydowałam się na tekturę. Na szczęście córka kupowała ostatnio spore płyty winylowe, więc trafiły mi się opakowania po nich. Opakowania zastosowane do ich wysyłki, oczywiście. Odmierzyłam nowo powstałe dno torebki, i przygotowałam kartony o 2cm. krótsze. Następnie obszyłam je tkaniną, tworząc tunel w który wsunęłam przygotowane paski kartonu. 

Usztywnienie dna można było wszyć tak, że nie byłby widoczny szew, jednak z racji, że było ono z tektury, nie chciałam ryzykować połamaniem jej podczas wywracania formy. 

Tak wygląda usztywnienie dna  widziane od środka torebki.

A tak prezentuje się już usztywnione dno torebki, na zewnątrz.



Teraz przyszedł czas na podszewkę. Wymierzyłam co należało, naszyłam kieszeń wewnętrzną, pozszywałam boki (jeden nie do końca) i dno, któremu też nadałam szerokość jak przy szyciu części zewnętrznej torebki. 

Niechaj nikt nie myśli, że nie wiedziałam gdzie powinnam skończyć wszywanie kieszeni. Zainspirowały mnie dzisiejsze wędrówki w poszukiwaniu torebki, podczas których wiele z nich posiadało takie przedłużone przeszycia ;-)

Żeby sobie nieco utrudnić żywot, wszyłam suwak w miejsce zszycia podszewki z torebką. 

Po wielu trudach mozolenia się z kieszeniami i podszewką, efekt końcowy przedstawiają poniższe zdjęcia, pokazujące wnętrze torebki.




No a oto efekt dzisiejszych zmagań wynikających z protestu przeciw zbyt krótkim uchwytom u torebek. A wiele z nich było na prawdę ślicznych, tyle że kiepskich w użytkowaniu. Ale to moja bardzo subiektywna opinia.



 To tyle na dziś. Jutro dokończę swoją wizję i doszyję brakujące uchwyty. Już nawet wiem jak mam to zrobić, żeby uzyskać planowany efekt. 

To do zobaczenia jutro.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz