5 lip 2014

Nauczanie szycia we wcześniejszym systemie

Wpadła mi do rąk książka z zakresu kroju i szycia. Tak na prawdę, to upatrzyłam sobie ją na jednej z aukcji. Tytuł jej: Nauczanie kroju i szycia w szkole ogólnokształcącej (1964). Myślę, że sam fakt, iż temat dotyczy szkoły ogólnokształcącej daje do myślenia. Pytanie, które mnie nurtuje, to czyżby w szkołach ogólnokształcących wcześniej nauczano wiedzy praktycznej, życiowej? 

To ciekawe i mądre zarazem, jak by się nie mówiło o tamtych czasach. Jestem matką tegorocznej absolwentki liceum ogólnokształcącego, której program nauczania nie uwzględniał nic poza teorią przedmiotów humanistycznych. Szkoda. Gdyby w tym momencie podwinęła jej się noga na maturze (co na szczęście się nie wydarzyło), młody człowiek pozostaje bez jakiejkolwiek umiejętności praktycznej. Musi czekać min. rok na ukończenie szkoły policealnej, żeby znaleźć jakąś sensowniejszą pracę. 
Wracając do naszej książki, kiedy czytam jej wstęp mówiący o założeniach programowych szkoły podstawowej (wówczas ośmioletniej), a konkretnie zajęć praktyczno - technicznych, to przypomina mi się moja podstawówka. Na wspomnianych zajęciach szyłam, robiłam na drutach i szydełku, gotowałam, ale też robiłam wieszaki, szlifowałam metalowy świecznik własnego projektu czy wbijałam gwoździe przy budowie karmnika. Zajęcia te wspominam najlepiej, bo miały taki życiowy wymiar. Rozwijały zainteresowania i miały zarazem charakter prozawodowy. I nie było podziału na te dla dziewczyn a inne dla chłopaków. Istna Gender lat '70/'80tych. 
Pozwolę sobie zacytować wybrane fragmenty ze wstępu, który mówi o zadaniach w nauczaniu na zajęciach praktyczno - technicznych:
'- (...)należyte zrozumienie przez uczniów wartości pracy zawodowej dla rozwoju jednostki w jej życiu indywidualnym i społecznym,(...)
- wdrażanie do dokładności, sumienności, rzetelności, solidności i wytrzymałości w pracy, nauczanie dobrej roboty pod względem technicznym i estetycznym; rozwijanie poczucia odpowiedzialności, przyzwyczajanie do ładu i oszczędzania;
- kształtowanie charakteru przez rozwijanie zamiłowania do pracy, w tym także do pracy fizycznej;
- rozwijanie umiejętności pracy w zespole, z zachowaniem samodzielności myślenia i twórczego krytycyzmu przy analizie wyników pracy;
-przygotowywanie do czynnego udziału w życiu gospodarczym, do ambitnego podejmowania nowych zadań i dorównywania kroku przemianom technicznym'.
Całkiem mądre założenia, których dziś mi brakuje w programie nauczania na każdym z poziomów szkół zarówno podstawowych, jak i ogólnokształcących. Może z czasem wrócimy do dobrych praktyk?

Spis treści zawiera:
R. I Od włókna do tkaniny
R. II Narzędzia i przybory do szycia
R. III Podstawowe techniki szycia i kroju
R. IV Krój i szycie
R. V Pranie, czyszczenie i naprawa odzieży
R. VI Metody nauczania i urządzenie pracowni

Polecam książkę wszystkim rozpoczynającym swoją drogę z szyciem. 
Zresztą, nie wiem jak Wy,ale ja  z chęcią sięgam do dawnych publikacji z zakresu krawiectwa. Mam ich już kilka. Najstarsza pochodzi z 1950 roku. Napiszę o niej słów kilka w następnym wpisie, bo warta jest zauważenia, szczególnie dla chcących poznać tajniki konstruowania form odzieży dla dzieci.







2 komentarze:

  1. Bardzo mądra uwaga. Cieszę się, że podjęłaś ten temat, bo rzeczywiście w szkołach brak praktyczno-technicznych przedmiotów, które uczą dzieci "wartości pracy zawodowej dla rozwoju w ich życiu indywidualnym i społecznym". Szyję ale wcześniej skończyłam pedagogikę wczesnoszkolną i wiem jak wygląda obecnie program nauczania. Dziwię się bardzo dlaczego tak dużo jest wiedzy w przyszłości kompletnie nie przydatnej do niczego. Tyczy się to przeważnie starszych dzieci jak twoja córka, które szukają siebie, zaczynają się czymś pasjonować i ukierunkowywać w życiu, ale nie wiedzą czym, bo ciągle każą im liczyć i uczyć historii czy czytać lektury. Dlaczego nie ma warsztatów praktycznych, nawet ogólnych - czyli niech młodzież popróbuje zrobić coś samemu. Niech ukierunkowuje się również artystycznie, np fotografia, aktorstwo, szycie, malarstwo. Jest tyle dzieci utalentowanych, ale nie wiedzą że mają talent, bo go nie rozwijają a jak wiedzą to i posłuchają rodziców : "Idz na prawo, będziesz dużo zarabiał" A może byłby dobrym architektem? albo projektantem? Spójrzmy jak znikają szkoły odzieżowe, w moim rejonie nie ma żadnej... A jak szyję i przyjmuje klientów to widze jak ludzie mają problem z przyszyciem guzika, czy skróceniem prostych spodni. Kiedys każda kobieta w domu miała maszynę do szycia a wiedzę czerpała od mamy i szkoły. Obecnie ginie wiele zawodów. Wojciech Cejrowski w jednym z wywiadów powiedział, że zza jego czasów wybierało się szkołę o takim kierunku, którym młody człowiek sie interesował, dekarze, piekarze, murarz... do dziś mają pracę. Dziś wiele jest po studiach humanistów czy matematyków, ale niestety bezrobotnych, a ich wiedza wyparowuje z głowy z czasem i nie mają żadnego fachu w ręce, dlatego nie umieją się znaleść nawet dorywczej pracy przy budowlance.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawody giną, ale potrzeby nie koniecznie. Ja również jestem z kręgu pedagogów, a szyję, bo mnie to pasjonuje. Ostatnio obserwuję sposób wdrażania orientacji zawodowej i poradnictwa zawodowego w pierwszych etapach edukacji. Niestety, wygląda to marnie. Znam gimnazjum, gdzie młodzież sama domaga się zajęć praktycznych, typu gotowanie. Oni chcą i doceniają praktyczne umiejętności, tyle że jak to zwykle bywa, kasy na to nie ma. Ciesze się, że nowe podstawy programowe mają zostać o ten wymiar codzienności wzbogacone. Również nowe programowanie dofinansowania unijnego ukierunkowuje się prozawodowo na najbliższe lata. Może wreszcie coś w tym temacie drgnie, bo młodzież jest chętna by uczyć się rzeczy praktycznych.

      Usuń